Poppy

2011-03-09 14:04:32



Ciaza mnie wykancza. Moje zycie to (niechetnie) praca, jedzenie i sen. S to bardzo bawi, bo zazwyczaj to on usypial na filmach, a teraz ja padam nim skoncza sie napisy poczatkowe. Nie wiem co sie dzieje. Dzis czulam sie nieco lepiej- jest sliczna pogoda i stalam sie posiadaczka zabawnego znaczka z logiem metra i napisam ''Baby on board!''- S strasznie sie z tego smieje i blaga, zebym to nosila, a ja sie troche wstydze. Przeraza mnie to, ze my sami jestesmy jak dzieci :) ale nie o tym chcialam.
Tak wiec dzis, jak codzien rano, wsciekla, zaspana i zziebnieta poszlam do pracy. Na szczescie A i E byli w dobrych humorach i nie mialam z nimi wielkich problemow. Dopiero w drodze do szkoly zostalam przycisnieta do muru- E kolejny raz poprosila, bym weszla z nia do jej klasy i zobaczyla jak sie uczy. Wczesniej mialam tysiace wymowek by tego nie robic, lecz dzis skupiona na tym, by nie puscic pawia, zgodzilam sie.  Moja glowe wypelnil jej pisk radosci, a ja natychmiast pozalowalam czasu, ktory moglabym wykorzystac na cos bardziej konstruktywnego.
Niezbyt zadowolona weszlam do jej klasy. Ku mojemu zdziwieniu zobaczylam, ze wlasciwie kazde dziecko bylo tam z kims z rodzicow! Oczywiscie w wiekszosci matki. No tak, prywatna szkola, niepracujace zony bogatych panow i ich dzieci. Co innego mialyby w sumie robic? malowac paznokcie?
Szybko rzucila mi sie w oczy przemiana E. Nigdy chyba nie widzialam jej tak szczesliwej- trzymala mnie za reke, pokazywala swoje rysunki, prace. Buzia jej sie nie zamykala, chciala mi pokazac i opowiedziec jak najwiecej... przypomnialo mi sie, jak kiedys E rozplakala sie i mowila, ze jej mama ciagle pracuje i nie ma dla niej czasu tak jak inne mamy. Ja jako osoba dorosla wiem, ze D nie jest zla matka, nie nalezy do tych matek, ktore swoje dzieci traktuja w ten sam sposob co swojego psa, przeciwnie- w tygodniu duzo pracuje, ale w weekendy wszystko dzieciom wynagradza, interesuje sie nimi bardzo, ciagle do mnie dzwoni, na kazde ferie czy wakacje gdzies wyjezdzaja. No ale w oczach 6-cio latki, ktorej mamy kolezanek nie pracuja i spedzaja z dziecmi cale dnie, moze to wygladac troche inaczej. Po raz pierwszy przestalam w niej widziec tylko rozpuszczonego bachora- zrobilo mi sie jej szkoda.
Okazalo sie, ze ich nauczycielka ma dzis urodziny. Przypomnialo mi sie jak przez mgle, ze E informowala mnie wczoraj o tym fakcie, jednak zapomnialam o nim az do chwili, w ktorej mala blondyneczka zapowiadajaca sie na chilriderke wkroczyla do klasy wraz ze swoja nawiedzona mama i wielkim tortem. Oczywiscie cala uwaga natychmiast skupila sie na idealnej Poppy (zazwyczaj zmieniam imiona lub nadaje inicjaly, ale to imie bardzo podkresla pretensjonalnosc), a mamusia cala w skowronkach zaczela opowiadac, jak to ona nic nie pomagala, Poppy cale ciasto zrobila sama. Mi osoboscie zachcialo sie rzygac od tych przeslodzonych istot, natomiast E wygladala na smutna. Zapytalam o co chodzi. Wyszeptala mi, ze kiedy pojawia sie Poppy wszystko przestaje istniec, bo ona we wszystkim musi byc najlepsza i cala uwage skupiac na sobie. Ja osobiscie mysle, ze bardzo duza role odgrywa tu jej matka, ktora w tym momencie zajmowala sie pokazywaniem obecnym rodzicom, dzieciom i kazdemu, kto stal na tyle blisko, ze niegrzecznie byloby odejsc zdjec Poppy w przeroznych sytuacjach- w helikopterze tatusia, na swoim koniku, na wielbladzie podczas wakacji, w swoim rozowym pokoju ksiezniczki i prawdopodobnie rowniez na sedesie wysadzanym krysztalkami Swarovskiego. Wystarczylo mi kilka minut obserwacji by dojsc do wniosku, ze w tej rodzinie tatus jest bardzo bogaty, mama nie pracuje i cala swoje energie poswieca, by Poppy byla w kazdej dziedzinie lepsza od innych dzieci.
Przypomnialam sobie, ze kiedy bylam w wieku E, mialam taka swoja Asie. Asia zawsze miala najlepsze oceny, jej mama rowniez nie pracowala i spedzala z nia mnostwo czasu, dlatego Asia zawsze miala sliczne rysunki i szlaczki w zeszytach, najladniejsze przybory szkolne i mnostwo t-shirtow z dalmatynczykami. Wydawala mi sie idealna, zawsze marzylam, by sie z nia zamienic. Oczywiscie u mnie to nie bylo na taka skale, nie chodzilo o to, ze Asia miala helikopter i kucyka, tylko np. fajniejszy piornik, no i moja mama pracowala, nie mogla ze mna chodzic po sklepach papierniczych w posuzkiwaniu nalepek na zeszyty w szczeniaczki. 
Oczywiscie, z tego sie pozniej wyrasta i to samo mialam ochote powiedziec E: bo teraz, z perspektywy czasu, moja Asia byla kujonem i lizusem, w dalszych etapach edukacji byla szara myszka, na ktora nikt nie zwracal uwagi. Mozliwe, ze z Poppy tez tak bedzie, a nawet jesli nie to i tak E przejdzie fascynacja nia. Ale czy to nie jest tak, ze zaraz bedzie ktos nastepny? czy kazdy z nas na roznych etapach zycia nie ma kogos, kto wydaje mu sie idealny? i oddalby wszystko, by byc taki jak on?
Kazdy z nas ma taka swoja Poppy. Postanowilam, ze bede czesciej chodzic do E na lekcje. Niech zobacza, jaka ma fajna i mloda nianie!

skomentuj (0)


Strona g³ówna