Powrot Jedi!

2011-01-17 15:05:25

No to (tak, wiem, nie zaczyna sie zdania od ''no to'') jestem. Inna, a jednoczesnie taka sama. Z gory przepraszam za brak polskich znakow (Ci, ktorzy znaja mnie z poprzedniego bloga wiedza, ze juz nie zasilam szeregow naszego kraju, nie zeby mi sie to podobalo, ale serce nie sluga). Ale koniec z mowieniem o przeszlosci. Jesli kogos baaardzo ciekawi to prosze: http://born-to-be-a-star.blog.pl - jednak wcale nie uwazam, ze moje zycie bylo fascynujace. Po prostu wiem, ze sa ludzie, ktorzy lubia czytac czyjes historie (np. ja). Dlatego jesli kogos zainteresuje... Moje zycie zmienilo sie o 180 stopni i jestem z tego bardzo zadowolna.

 Co sie u mnie dzialo przez te kilka miesiecy nieobecnosci? Wcale nie bylo mi latwo. Jestem w nowym, dosc skomplikowanym zwiazku (ze wzgledu na utrudnienia na ktore nie mamy wplywu i moze troche roznice kulturowe), jednak mimo to bardzo szczesliwym. Do tego mialam problemy mieszkaniowe, pracowe, na szczescie juz wszystko jest w porzadku. 
Teraz staram sie... dorosnac. Od razu po skonczeniu liceum rzucilam sie na gleboka wode- wyjechalam. A ze moi rodzice caly zycie trzymali mnie pod kloszem (z pewnych wzgledow o ktorych nie chce pisac), nie jestem zbyt zaradna osoba. Wciaz ucze sie samodzielnego, odpowiedzialnego zycia. 
 Pracuje jako opiekunka do dzieci. Uwielbiam ta prace. Oczywiscie wiem, ze musze pomyslec o studiach w przyszlym roku, ale mam jeszcze czas. Na razie musze stanac na nogi. 
Teraz moze przedstawie osoby, ktore teraz sa czescia mojej codziennosci:
S- moj chlopak. Co tu duzo mowic- kocham go nad zycie, czasem mnie wnerwia i to bardzo, jednak swiata poza nim nie widze!
Debil 1, Debil 2- Nasi obecni wspolokatorzy. Na szczescie beda czescia mojej codziennosci jeszcze... dwa dni. W srode wyprowadzamy sie do nowego mieszkania. Ale poki co, moge na nich troszke ponarzekac, nie?
D- Moja pracodawczyni, bardzo fajna i przebojowa babka. Od razu stala sie jedym z moich autorytetow- samotna matka z dwojka dzieci, a robi kariere, ma wspanialy dom i wspaniale zycie. Pelen podziw. 
A i E- dzieciaki, niesamowicie slodkie, chociaz czasem bardzo niegrzeczne.
Reszty osob nie bede wymieniac, bo nie sa az tak wazne, jesli bede o nich pisac, to na bierzaco wytlumacze kto zacz.

To tyle jesli chodzi o wstep. Aktualnie leze w lozku i trzese sie z zimna, bo bardzo zmoklam, kiedy odprowadzalam dzieci do szkoly. Moja praca polega na tym, ze od poniedzialku do piatku pracuje rano przez godzine (przygotowanie i odprowadzenie dzieciakow do szkoly), potem mam wolne, a nastepnie odbieram je ze szkoly i zajmuje sie nimi do powrotu ich mamy. Kolo mnie siedzi Debil 2, oboje przy swoich laptopach ignorujemy sie wzajemnie. 
 Poniedzialek nie zaczal mi sie zbyt przyjemnie. Zerwalam sie z lozka o godzinie, w ktorej juz dawno powinnam siedziec w metrze. Dalam buziaka nieprzytomnemu S, wlozylam kurtke i wybieglam z domu. Natychmiast pozalowalam, ze nie wzielam parasola- deszcz lal niemilosiernie. Wysiadlam z metra i pobieglam na przystanek autobusowy. Stalo tam mnostwo ludzi, wszyscy z parasolem. Niesmialo probowalam zalapac sie na kawalek ogromnego parasola pewnego pana, starajac sie by ten nie zauwazyl moich poczynan. Tak bardzo sie na tym skupilam, ze nie zauwazylam nadjezdzajacego autobusu i na niego nie machnelam, wiec sie nie zatrzymal. A oczywiscie 50 osob, ktore mi towarzyszylo czekalo na inny autobus. No coz, kolejne 10 minut czekania na deszczu.
Kiedy w koncu mokra jak po kapieli w jeziorze weszlam do domu dzieciakow i oddalam sie rutynowym czynnoscia, bylo juz dosc pozno. Poprosilam dzieciaki, by po zjedzeniu sniadania poszly umyc zeby i zalozyc mundurki, ktore wczesniej im przygotowalam. W tym czasie mialam zamiar zrobic im przekaske do szkoly i umyc naczynia.
Po wykonaniu tych czynnosci poszlam na gore z zamiarem oznajmienia dzieciom, ze juz wychodzimy. To co zastalam odrobine mnie przerazilo: E w samej bieliznie tarzala sie po lozku, a A calkiem nagi bawil sie klockami lego.
Popedzilam je jak moglam, wybieglismy z domu idac bardzo szybko, lecz nie zwazalam na ich marudzenie. Kiedy w koncu dotarlismy do szkoly bylam juz tak mokra, ze bylo mi wszystko jedno. Wrocilam do domu i od kilku godzin staram sie wygrzac, a czas leci stanowczo za szybko. Choc domyslam sie, ze im lekcje sie dluza niemilosiernie.
Poza tym wlasciwie nie mam o czym pisac... pale papierosa i nie moge sie doczekac 19, kiedy wroce z pracy. S wraca o 18, wiec spedzimy razem mily wieczor. 

Na dzis moge jeszcze przytoczyc kilka smiesznych dialogow z zycia codziennego.

Przed pierwsza kapiela dzieci przy mojej pomocy.
A: Tak sobie mysle, ze ja to sie chyba ciebie troche wstydze.
Ja: Ale czemu? nie ma sie czego wstydzic.
A: No ja wiem, ze ty masz juz 20 lat i pewnie sporo takich widzialas, ale ja mam dopiero 8 i nie mam takiego doswiadczenia.

Wczoraj poszlismy do pewnego fast foodowego baru z S, wziac jedzenie na wynos (nie chcialo nam sie gotowac). Bylo pozno, wiec bylismy jedynymi klientami. A, i co wazne, to nie wiem czy mowilam, ale S mimo, ze nie jest Polakiem, to plynnie mowi po polsku i tylko w tym jezyku rozmawiamy.
Ja: A, kochanie, musimy jeszcze kupic mi fajki, bo mi sie koncza. 
S: A co ja z tego bede mial?
Ja: Faceci...
S: Myslalem o buziaku, ale skoro wolisz, zebym zachowywal sie jak typowy facet, to zmieniam wymaganie: masz mi zrobic loda.
Ja: Dobra, to sciagaj spodnie.
S:  Zrobisz mi tutaj?
Ja: Jak sciagniesz spodnie to tak. Dawaj!
S: Taaa, ja cie znam, ja sciagne spodnie a ty wybuchniesz smiechem i wyjdziesz!
Oboje sie rozesmialismy. W tym czasie kasjerka, caly czas bedaca w poblizu, z rozbrajajacym usmiechem:
Kasjerka: Zamowienie gotowe!
Oboje wybuchnelismy smiechem i szybko stamtad ucieklismy ;)) o ile u nas w domu nikt nas nie rozumie, to na ulicy z tym polskim to trzeba baaardzo uwazac.

Napisze cos wiecej jak bede miala o czym. 
Nara!

skomentuj (0)


Strona główna